przechadzała się wąskimi hiszpańskimi uliczkami. było dość gorące popołudnie. mijały ją roześmiane, rozgadane dzieci. wyszła na jakiś plac. nie wzięła ze sobą planu miasta. tym razem nie miała ochoty godzinami szukać na mapie zabytków, które warto odwiedzić. teraz chciała poznać Barcelonę. chciała ją ujżeć taką, jaka jest na prawdę. stanęła przy jakiejś fontannie. rozejrzała się dookoła. jej oczom ukazała się śliczna, mała kawiarenka. ruszyła powoli w jej stronę. usiadła na jednym z krzeseł. wzięła do rąk menu. podszedł do niej przystojny kelner i spytał się jej na co ma ochotę. w jego głosie słychać było ten śliczny, hiszpański akcent. zamówiła kawę, mężczyzna odszedł od jej stolika. w tle słychać było szarpanie gitarowych strun. szukała osoby, która wydobwała tak piękne dźwięki z gitary. w końcu jej oczom ukazał się młodzieniec o hiszpańskiej urodzie, wczuwający się w grę. nie mogła oderwać wzroku od palców tańczących po wszystkich strunach. zamknęła oczy i wsłuchiwała się w każdy dźwięk dobiegający ze strony fontanny. w końcu ocknęła się gdy poczuła, że ktoś się zbliżył.
- your coffee - usłyszała okaleczony angielski kelnera.
- thank you. - odpowiedziała, uśmiechając się.
siedziała tam aż do zachodu słońca, pijąc kawę za kawą. nie umiała opuścić tego miejsca. póki on grał, ona go słuchała. uwielbiała leniwe, hiszpańskie popołudnia.
sobota, 13 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz