siedziała na schodach prowadzących do jakiejś ruiny. powoli sączyła z butelki tanie wino. ubrana była w wytarte jeansy i starą bluzę. wiedziała, że raz na jakiś czas musi się odstresować, uciec od tego ciągłego wyścigu szczurów. wyciągnęła z kieszeni pogiętego jointa. spróbowała go lekko uformować (co niezbyt jej wyszło), zapaliła go i zaciągnęła się. podziwiała cały świat, który ją w danej chwili otaczał. pod jedną z latarni stała skąpo ubrana i dość mocno umalowana dziewczyna. nagle podjechało czarne bmw, dało się słyszeć cichą rozmowę, następnie trzask drzwi i pisk opon. dziewczyny już nie było. "dziwka" pomyślała.
po drugiej stronie chodnika zauważyła żwawo maszerującą, dość wulgarną grupkę młodzieży, która znikła zaraz za pierwszym zakrętem.
z oddali słychać było latynoskie rytmy z lokalnej dyskoteki.
usłyszała kroki, które nagle ustały. zapadło milczenie.
- ja skądś panią znam - rzekł nieznajomy.
- nie... na pewno nie, chyba pan mnie z kimś pomylił - odparła ściszonym głosem.
wstała i nie ukazując twarzy powlokła się, zaciągając się co jakiś czas jointem. "już nigdzie nie da się wyjść, wszędzie cię znajdą. pieprzeni ludzie." dodała w myślach.
szła jedną z parkowych alejek. co chwila mijały ją grupki rozchichotanych dziewczyn, które pewnie zamierzały udać się do pobliskiej dyskoteki. na ławce siedziała jakaś całująca się nawzajem para. nieco dalej, na trawniku, przesiadywał tutejszy pijak, wygłaszający swoje pijackie mądrości i sentencje życiowe.
lubiła to, lubiła tak uciec od swojego życia i zajrzeć w rzeczywistość. poczuć prawdziwy świat, pełen alkoholu, zioła i ulicznych dziwek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz